[ Pobierz całość w formacie PDF ]
dziwiłam, bo każdemu był znany jej rozsądek. Obawiam się, że im wiele nie pomogę, a nawet jeśliby przyszło do rachunków byłabym po prostu zawadą, bo nigdy nie potrafiłam obliczać w pamięci. Wiem, że Debora chciała pójść i nawet zamówiła na tę okazję nowy czepeczek, ale kiedy nadszedł wyznaczony dzień była bardzo przeziębiona, i oni potem przysłali bardzo grzecznie sprawozdanie ze wszystkiego, co robili. Zdaje się, że wybrali dyrektora. Jak myślisz, czy chcą, żebym im pomogła wybrać dyrektora? Z pewnością wybrałabym od razu twojego ojca. Ojciec nie ma udziału w tym banku odparłam. A tak! Przypominam sobie. Bardzo się sprzeciwiał temu, żeby Debora kupowała te akcje, pamiętam. Ale ona miała głowę do interesów i zawsze decydowała sama, no i, widzisz, przez te wszystkie lata płacili osiem procent. Była to dla mnie bardzo nieprzyjemna rozmowa, ze względu na to, czego się dowiedziałam, pomyślałam więc, że zmienię temat i zapytałam, o której godzinie pójdziemy na pokaz mody. Cóż, moja droga odrzekła panna Matty sprawa wygląda tak: nie wypada iść przed dwunastą, ale potem, rozumiesz, całe Cranford tam będzie, a nie jest przyjemnie za bardzo się interesować strojami, przybraniami i czepeczkami, kiedy wszyscy patrzą. Nie jest rzeczą elegancką objawiać przy takich okazjach nadmierną ciekawość. Debora posiadała sztukę oglądania najnowszych modeli z takim wyrazem twarzy, jakby to dla niej nie było nic nowego. Przejęła to od lady Arley, która rzeczywiście oglądała nowe modele w Londynie, jak wiesz. Więc myślę, że wpadniemy tam rano, po śniadaniu... muszę kupić pół funta herbaty i wtedy pójdziemy na górę i spokojnie obejrzymy sobie wszystko i zorientujemy się dokładnie, jak ma być uszyta moja nowa suknia jedwabna. Potem, po dwunastej, będziemy mogły tam pójść ze swobodną głową, nie zdradzając zainteresowania. Zaczęłyśmy rozmawiać o nowej jedwabnej sukni panny Matty. Odkryłam, że to po raz pierwszy w życia miała wybrać dla siebie coś, co nie było tylko drobiaz- giem, zawsze bowiem panna Jenkyns okazywała większe zdecydowanie, cokolwiek powiedzieć by można o jej guście, i zdumiewającą jest rzeczą, jak tacy ludzie samą tylko siłą swojej woli kształtują świat. Panna Matty z taką rozkoszą przewidywała, jak wyglądać będą lśniące fałdy, jak gdyby za odłożone na suknię pięć suwerenów można było kupić wszystkie jedwabie w sklepie, a ja (przypominając sobie, że traciłam dwie godziny w sklepie z zabawkami, nim się decydowałam, na jakie cudo wydać srebrną trzypensówkę) byłam rada, że wychodzimy wcześnie i kochana panna Matty będzie miała czas na rozkosze wybierania. Jeżeli natrafiłybyśmy na ładną zieleń morską, suknia miała być tego koloru, jeśli nie, panna Matty skłaniała się ku barwie kukurydzy, ja zaś srebrnoszarej. Dyskutując nad tym, ile trzeba kupić materiału, doszłyśmy do drzwi sklepu. Miałyśmy kupić herbatę, wybrać jedwab, a potem wspiąć się kręconymi schodami na dawne poddasze, służące dziś za salon mody. Młodzi ekspedienci pana Johnsona w odświętnych uśmiechach i takichże krawatach uwijali się za ladą ze zdumiewającą żywością. Chcieli nas natychmiast prowadzić na górę, ale wyznając zasadę najpierw interes, potem przyjemność , zostałyśmy na dole, żeby kupić herbatę. I wtedy panna Matty okazała wielkie roztargnienie. Jeśli zdarzało się kiedykolwiek, że świadomie napiła się zielonej herbaty, uważała za swój obowiązek przeleżeć bezsennie pół nocy (zauważyłam, że niejednokrotnie piła tę herbatę nie wiedząc o tym i wówczas nie występowały takie skutki) i w rezultacie zielona herbata była zakazana w domu. Teraz jednak sama poprosiła o ten niemiły jej artykuł, pozostając pod wrażeniem, że mówi o jedwabiu. Pomyłka ta wszakże została rychło sprostowana i wtedy rozpostarto przed nami jedwabie. Sklep już się prawie zapełnił, był to bowiem w Cranford dzień targowy, i wielu gospodarzy i wieśniaków z okolicy wchodziło, przygładzając włosy, gdyż pragnęli przekazać żonie czy dziewczętom we wsi ten niezwykle radosny obraz, a zarazem czuli się tak bardzo nie na miejscu wśród eleganckich subiektów, jasnych szali i wzorzystych kretonów. Wszakże jeden wieśniak o szczerej twarzy zbliżył się do lady, przy której stałyśmy, i śmiało poprosił o pokazanie mu paru szali. Inni wieśniacy nie wychodzili poza dział kolonialny, ale jemu zbyt zależało na zrobieniu przyjemności swojej lubej albo żonie czy może córce, aby miał pozostać nieśmiałym. Wkrótce zaczęłam się zastanawiać, kto na dłużej zatrudni subiekta: on czy panna Matty. Jemu każdy następny szal wydawał się piękniejszy niż poprzedni, panna Matty uśmiechem i westchnieniem witała każdą nową belę jedwabiu, zwłaszcza że jeden kolor przydawał blasku drugiemu, a przy całym tym stosie jedwabi, jak powiedziała, zbladłaby nawet tęcza. Nie wiem, co zrobić wyznała z wahaniem. Obojętne, który wybiorę, zawsze żałować będę, że nie wzięłam innego. Spójrz na ten karminowy! Jaki piękny! Byłby ciepły na zimę. Ale przecież nadchodzi wiosna. %7łałuję, że nie [ Pobierz całość w formacie PDF ] |